czwartek, 7 października 2010

TERROR - zapowiedź wywiadu z numeru szóstego


Graliście już pewnie w każdym zakątku świata. Jesteście żywą reklamą hardcore’a!

Martin Stewart: Zdecydowanie tak! Właśnie skończyliśmy grać dużą trasę po Stanach z kilkoma metalowymi kapelami. Prawie każdy koncert był wyprzedany – średnio po sześćset osób na gigu. Część osób nie wiedziała, co to hardcore, co to Terror. Wiele osób podchodziło po koncercie lub pisało do nas, że to był ich pierwszy kontakt z taką muzą i było to niezapomniane doświadczenie! Staramy się pokazać ludziom, że nie ważne, co by się działo, będziemy robić to, co sprawia nam przyjemność. Sądzę, że każdy może się do tego odnieść.

„The Damned, the Shamed” to Wasza najlepsza płyta. Stać Was na podniesienie poprzeczki jeszcze wyżej? Dla kogo nagrywacie muzykę?
Martin Stewart: Zgadzam się, to jak dotąd najlepsza płyta. Muzykę piszemy przede wszystkim dla siebie samych. Jeżeli zaczniesz się zastanawiać, co pomyślą inni o tym kawałku czy o tamtym, po prostu przepadniesz. My robimy to, na czym się znamy i co lubimy. Mamy przy tym nadzieję, że ludziom podoba się materiał i zniszczą każdą budę, w której zagramy koncert.

Trafiłem na cytat w stylu: „to tylko cztery kawałki, ale to Terror, więc kupujcie!”. Czy logo Terror to gwarancja jakości?
Martin Stewart: Mam nadzieję, że nie zabrzmię, jak Kanye West z przerośniętym ego, ale wydaje mi się, że cokolwiek wyda Terror, będzie to dobra płyta. Nasze korzenie zawsze będzie można usłyszeć, ale chcemy z płyty na płytę dokładać pewne smaczki, żeby nie stać w miejscu i nie zjadać własnego ogona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Prześlij komentarz