niedziela, 24 października 2010

COALESCE - zapowiedź wywiadu z numeru szóstego


Nie mam wątpliwości, że jesteście wielkimi fanami Led Zeppelin. W 1999 roku nagraliście „There is Nothing New Under the Sun”, album, na którym znalazło się wiele ich przeróbek, m.in.: „Immigrant Song”, „Black Dog”, „Whole Lotta Love” czy „Heartbreaker”. Za co, tak bardzo lubicie Zeppelinów? Może słuchając „Stairway to Heaven” pierwszy raz całowałeś się z dziewczyną albo coś podobnego?

Jes: Hahahahaha! Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek robił to słuchając ich muzyki. To bardzo zabawne, ale nikt z nas nie jest wcale takim wielkim fanem Zeppelinów. Wpadliśmy na pomysł zrobienia płyty z coverami. Kiedy wzięliśmy na warsztat jeden z kawałków Zeppelinów, okazało się, że ich numery idealnie nadają się na przeróbkę na nasz styl, który lubię nazywać stylem zderzenia i łomotu (crash and bang). Przetłumaczenie, że tak powiem, tych piosenek, przyszło nam właściwie dość naturalnie i gładko. Świetnie odnaleźliśmy się w tych kawałkach. Poza tym, zależało mi, aby mój ojciec zrozumiał, o co w ogóle chodzi z Coalesce i myślę, że grając numery, które zna i lubi, udało mi się to osiągnąć. Chciałem nagrać coś, po co z ciekawością sięgnąłby również starszy słuchacz. Przyznam, że gdybym miał nagrywać te płytę raz jeszcze, nie trzymałbym się wyłącznie numerów Led Zeppelin i wybrałbym też numery innych kapel, ale to już przeszłość.


Ponoć macie niezłe przedszkole. Zdaje się, że gdyby do kupy wziąć wszystkie Wasze dzieciaki, będzie tego ponad dziesiątka.
Jes: Tak jest. Wspólnie mamy dwunastkę! Nasz wokalista Sean Ingram i ja mamy po czwórce. Nathan Ellis i Nathan Richardson, czyli nasz basista i perkusista mają po dwójce. Informacja dla wszystkich ciekawych: nie zabieramy naszych rodzin na trasę (śmiech)!

Oglądając nagrania wideo z Waszych gigów, mam wrażenie, że jesteście dość mocno pojechanymi kolesiami. Ostro wariujecie i dajcie nieźle popalić na żywo.
Jes: Trudno opisać mi, czym jest dla nas koncert Coalesce. Ciężko jest mi ubrać to w słowa. Odczuwamy niesamowitą wolność grając na żywo. To wspaniałe przeżycie. Często po występie jestem jakby oczyszczony, zupełnie zrelaksowany, spokojny, czuję się spełniony. Koncert Coalesce to taki czas i miejsce, do którego możemy przenieść się na czterdzieści minut i poczuć coś zupełnie niespotykanego, doświadczyć czegoś, co jest jakby z innego świata. Są to bardzo specjalne doświadczenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Prześlij komentarz