piątek, 10 grudnia 2010

MONGO NINJA "No Cunt For Old Men" CD (Indie Records)

Bard Eithun, znany, jako Faust, przesiedział dziewięć lat w pierdlu za morderstwo. W swoim czasie bębnił w Emperor. Mam nadzieję, że zszedł już na dobre z przestępczej drogi i będzie nagrywał takie płyty, jak ta. Ciężka nuta na pewno mu się nie znudziła. Wymiata przyzwoity metal z Blood Tsunami, ale znalazł czas, żeby zrobić coś na pełnym luzie, ale z jajami. Mongo Ninja wali mocno, szybko, konkretnie. Zero techniki, zero solówek, zero progresji, żadnych pięknych aranżacji czy klawiszy.


Thrashowo-punkowo-hardcore’owy napierdol. Numery zasadniczo do dwóch minut. W każdym jakiś zajebisty motyw, wpadający w ucho, podobający się od pierwszego przesłuchania. Płyta brzmi jak nagrana na setkę. Żywioł, spontaniczność i energia aż kipi. Pełno brudu, piachu, przepity wokal, bębenki w uszach dostają po garach. Tytuły numerów świadczą o tym, że chłopaki się nie pierdolą („Broken Cock”, „I Hate Your Girlfriend”, „Wheelchair Hooker”). Trochę czarnego humoru nikomu jeszcze nie zaszkodziło. A tytuł albumu to pretendent do mistrza dekady! [7 na 10] Travis Bickle

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Prześlij komentarz